Życie.

2011-12-07 13:23:08

Mieszkam w bloku. Blok jest z płyty, trochę nowszy od tych, których budowę płyta po płycie mogłem jako dziecko obserwować z okien pachnącego jeszcze nowością mieszkania we wcześniej wybudowanym bloku, do którego się wprowadziliśmy z siostrą i rodzicami. Pamiętam jak było tam zryte przez koparki i buldożery pustkowie. Mieszkam w bloku. Wiem jakie to śmieszne i upokarzające, uwłaczające ludzkiej godności, ale mieszkam w bloku. Bloki to takie siedliska biedoty, przynajmniej na Zachodzie. Ciągle sobie wyobrażam te gnieżdżące się w swoich klatkach rodziny, ciągle obdzieram bloki z ich ścian, by widzieć te podzielone na małe klitki życia toczące się na kiludziesięciu marnych metrach kwadratowych. Mieszkam w bloku i uważam że to wygodne aczkolwiek uwłaczające.
Pod blokiem stoi mój samochód i pokrywa się kurzem emitowanym z pobliskiej proszkowni mleka.
U góry czasem słyszę kłótnie sąsiadów, a potem wzdychającą z seksualnej rozkoszy sąsiadkę, z dołu zaś dochodzą mnie głośnie dyskusje pomiędzy panią stomatolog a jej pacjentami. Kiedy skrzypi moje łóżko, gdy uderza rytmicznie o betonowy parapet okna, mam wrażenie że wszyscy to słyszą.
W piwnicy zagnieździł się cieć który co sobotę myje schody na klatce i utrzymuje porządek wokół. Czasem przychodzą do niego koledzy i razem grają w szachy i na gitarze. Wydaje mi się że spędza tam większą część dnia.
Kiedyś z okien można było przy odrobinie szczęścia podejrzeć w sąsiednim bloku półnagą lokatorkę mieszkania z przeciwka, dziś wszystkie okna są ślepe, szczelnie zakryte roletami.
Żyję, a właściwie umieram. Liczę lata i wychodzi mi dużo, odliczam od tyłu, i wychodzi mi niewiele. Starzeję się. Zaczynam to zauważać. Łapię się na tym, że w kwestiach ubioru wciąż kieruję się gustem młodzieniaszka. Wiem że narażam się na śmieszność. Najgorsze są właśnie te olśnienia, kiedy stwierdzam że coś już nie wypada, bo... Kupuję spodnie z przetarciami, a potem sobie uświadamiam swój wiek. Okropność.
Mieszkam na osiedlu. Chyba jestem starej daty, bo nigdy tej zbieraniny betonowych klocków nie nazwałbym miastem. Nie pomagają drzewa które od tamtego pionierskiego czasu rozrosły się już znacznie. Rozumiem wyższość tych, którzy mają swoje domy, którzy nigdy w bloku nie mieszkali. Nie mam pretensji.
Mam dom, dwukontygnacyjny, zimny, szary bliźniak. Dom wymaga remontu, ale nie wiem czy mam siły by ten temat ogarnąć. Kiedyś mieszkałem w tym domu. Stawałem wieczorem ukryty w ciemnościach przy oknie wychodzącym na migoczące rozświetlonymi oknami osiedle i zastanawiałem się jak żyją ci wszyscy ludzie.

skomentuj (3)
Strona główna