Znowu o Miłości.

2011-12-21 14:06:39

Słucham Radiohead. Ich muzyka trafia w czułe struny mego smutku i potęguje go. Ubolewam tylko że pomijam zupełnie treść słownego przekazu. To godne pożałowania. Mam jeszcze w szufladzie bilet na ich koncert. Sam go stworzyłem na wzór i podobieństwo i wydrukowałem. Leży sobie jako wspomnienie i pamiątka, jako nieużyte alibi do naszego nielegalnego spotkania, które się nie odbyło. Słucham Radiohead, bo śniła mi się Miłość. Trudno mi się otrząsnąć po takim śnie, a właściwie z premedytacją próbuję przedłużyć jego działanie ile się tylko da. Słucham więc Radiohead i przypominam sobie za zamkniętymi oczami to, co tak mnie poruszyło głęboko. Obok tego jednak pojawia się nieznośna myśl, że taki stan jak Miłość i zauroczenie jest przypisany tylko młodości, że o ile ja wciąż łaknę Miłości i jestem w stanie się rozkleić cały, to ani już nie jestem piękny, ani też młody, i tylko pomarzyć mogę że taki stan mógłbym jeszcze z kimś dzielić. Wracam jednak usilnie do tych momentów, tych spojrzeń rzucanych niby przelotnie, a już w oczywisty sposób będących częścią stanu zauroczenia wzajemnego. Wracałem, bo teraz ulotnił się już niestety klimat tego snu. To zawsze jest intensywne, ale niestety ustępuje dość szybko miejsca nachalnej prozie życia. To nie znaczy że nie ma we mnie wystarczającej dozy romantyzmu - romanztyzm to moje drugie, a może trzecie imię. Zaraz po przebudzeniu, i jeszcze kilka godzin potem, celebruję to co mi pozostało w pamięci, a w zasadzie w duszy. To jest jak znamię, jak ślad, realna blizna pozostawiona przez obrazy ze snu, przez przekaz tych obrazów. Człowiek ckliwie o tym rozmyśla, odtwarza klatka po klatce film, póki wyciagnięte na światło dnia klisze nie zaczną się prześwietlać i gubić ostrość. Co ciekawe zaczęło się od pocałunku, pocałunku widzianego z profilu jakby przez osobę trzecią, pocałunku odczuwalnego miękkim dotykiem jej ust. Dopiero potem następowało poznawanie, te przelotne, niepewne spojrzenia, wątpliwości i radości z uchwyconej przelotnie akceptacji. Mijania się w przelocie, spojrzenia szukające potwierdzenia, uśmieszki lekkie, innym razem bolesne zignorowania. Z początku nawet mi się za bardzo nie podobała. Nie było to uczucie od pierwszego wejrzenia, ale od pierwszego wejrzenia wiedziałem że to będzie to, że z czasem zacznę się uzależniać, a potem już nie będzie odwrotu, bo obezwładni mnie uczucie. Nawet nie miała dużego biustu, nawet nie wiem czy w ogóle biust miała, ale miała coś w twarzy, oczach, coś przyciagającego. A może potrzeba kochania i bycia kochanym była tak silna, że wszystko pchało mnie do niej? Wiem że to trochę burzy romantyzm całej sytuacji, ale uwierzcie, w tym śnie romantyzm wisiał ciężko w powietrzu, wypełniał sobą całą przestrzeń wokół i inna opcja nie wchodziła w rachubę. Co było najbardziej ujmujące w tym wszystkim? A to że czułem w każdym jej spojrzeniu to co każdy zakochany chciałby widzieć - zakochanie. To już nie była akceptacja tylko, to było to wszystko co jest powyżej akceptacji. Kilka razy minęliśmy się bez słowa, kilka razy zabolało, ale potem wystarczyło jedno przelotne potwierdzenie że tak - jesteśmy... istniejemy dla siebie, a radość z tego była bezgraniczna. I potem były już rozmowy, jakbyśmy się znali od lat, jak byśmy uwolnili słowa, które wypowiedzieliśmy już wcześniej, tyle że bezgłośnie do sobie, i siedzieliśmy ramię przy ramieniu, i wszystko było tak oczywistym. A przecież był to sen, a jak często bywa ze snami, świadomość tego że to nie dzieje się naprawdę przedzierała się przez nieszczelność podświadomości i kładła się cieniem na spełnieniu.
Moje zwątpienie co do tego że Miłość jest zarezerwowana już tylko dla młodych i pięknych nieco złagodziły 'wyczyny' pewnego znajomego, który w wieku coś około 55, a pewnie i więcej lat, odkrył dobrodziejstwo internetowych znajomości, i poznawszy poprzez sieć tzw. młódkę, został wyklęty ze swego małżeństwa, co wiem od osoby bezpośrednio zainteresowanej przychodzącej czasem do opieki nad Majką. Pozostaje jednak wciąż we mnie wrażenie, że nie byłbym już w stanie wywołać w kobiecie, bo i niby czym, takich uczuć jak te, których wyrazem jest najgłębsze i najbardziej oddane spojrzenie jakie można sobie wyobrazić, to ze snu, z tamtego snu. Będąc właściwie o tym przekonany, pogłębiam swój smutek kontynuując słuchanie Radiohead

P.S.
Mam pociąg do Rzymu. Chciałbym kiedyś go zwiedzić.

skomentuj (17)
Strona główna